Dlaczego sukces nie zawsze usuwa wewnętrzny brak?
Tekst prowadzi od codziennego doświadczenia do dokładniejszego rozpoznania — bez narzucania pierwszej interpretacji.
Przez długi czas wszystko było podporządkowane jednemu celowi.
Zdobyć stanowisko.
Cel porządkował codzienność. Pomagał podejmować decyzje i uzasadniał wysiłek. Kiedy było trudno, można było powiedzieć sobie:
Jeszcze trochę. Kiedy to osiągnę, wreszcie poczuję spokój.
W końcu przychodzi moment, na który człowiek długo czekał.
To, co miało zostać ukończone, jest gotowe.
Przez chwilę może odczuwać ulgę, dumę albo radość.
A później pojawia się coś, czego się nie spodziewał.
Niepokój. Pustka. Obojętność. Pytanie:
I co teraz?
To pytanie bywa bardziej bolesne niż wcześniejsze trudności.
Jeżeli nadal czegoś brakuje, łatwo uznać, że coś jest z nim nie w porządku.
Może pomyśleć:
- „Nie potrafię się cieszyć”.
- „Jestem niewdzięczny”.
- „Wybrałem zły cel”.
- „Zmarnowałem lata”.
- „Skoro nawet to nie wystarczyło, nic już mnie nie uszczęśliwi”.
Żaden z tych wniosków nie musi być prawdziwy.
Sukces może być realny, ważny i wartościowy, a jednocześnie nie usuwać całego wewnętrznego braku.
Jeden cel może nieść wiele ukrytych obietnic
Człowiek rzadko dąży wyłącznie do rzeczy, którą potrafi nazwać.
Kiedy mówi:
Chcę awansu,
może oczekiwać nie tylko wyższego stanowiska. Może mieć nadzieję, że dzięki niemu:
- poczuje się wartościowy;
- zdobędzie szacunek;
- przestanie wątpić w swoje możliwości;
- udowodni coś rodzinie;
- zyska bezpieczeństwo;
- zacznie wreszcie żyć spokojniej;
- upewni się, że wybrał właściwą drogę.
Podobnie człowiek, który chce własnego mieszkania, może pragnąć czegoś więcej niż nieruchomości.
Ktoś, kto rozwija firmę, może naprawdę chcieć tworzyć coś własnego.
Sam cel jest wtedy konkretny.
Obietnice z nim związane są znacznie szersze.
Problem pojawia się, gdy człowiek oczekuje, że jedno osiągnięcie odpowie na kilka różnych braków naraz.
Awans może zwiększyć zarobki i wpływ. Nie musi jednak usunąć lęku przed oceną.
Własne mieszkanie może dać bezpieczeństwo. Nie musi zakończyć samotności.
Uznanie może potwierdzić jakość wykonanej pracy. Nie musi dać trwałego poczucia własnej wartości.
Ukończenie projektu może przynieść satysfakcję. Nie musi wskazać kolejnego kierunku.
Sukces nie zawodzi wtedy dlatego, że jest pozorny. Zawodzi oczekiwanie, że wykona zadanie większe, niż rzeczywiście może wykonać.
Cel odpowiada na konkretne pytanie
Każdy cel ma określony zakres.
Może odpowiadać na pytanie:
- Co chcę osiągnąć?
- Co chcę zbudować?
- Jaką sytuację chcę zmienić?
- Jaką umiejętność chcę zdobyć?
- Jaką trudność chcę pokonać?
Nie odpowiada automatycznie na pytania:
- Kim będę, kiedy już to osiągnę?
- Co nadal będzie dla mnie ważne?
- Czy sposób dojścia do celu nie oddalił mnie od innych części życia?
- Czy będę umiał żyć bez napięcia, które przez lata mnie napędzało?
- Co zrobię z przestrzenią, która pojawi się po zakończeniu zadania?
Człowiek może bardzo dobrze wiedzieć, jak dojść do celu, a niemal wcale nie zastanawiać się, co będzie po jego osiągnięciu.
Przez lata przyszłość ma wyraźną strukturę:
Najpierw muszę doprowadzić to do końca.
Kiedy zadanie znika, znika również zdanie, które organizowało czas, uwagę i decyzje.
Pustka po sukcesie nie zawsze mówi:
Cel był niewłaściwy.
Czasem mówi jedynie:
Cel się skończył, ale nie powstała jeszcze nowa odpowiedź na pytanie, po co mam działać dalej.
Brak nie zawsze jest dowodem porażki
Słowo „brak” łatwo kojarzy się z usterką.
Jeżeli czegoś brakuje, trzeba to znaleźć, kupić, zdobyć albo naprawić.
Dlatego po osiągnięciu celu często natychmiast wybiera następny.
Kończy jeden projekt i zaczyna kolejny.
Nowy cel może być wartościowy.
Może też służyć wyłącznie temu, żeby nie spotkać się z pytaniem, które pojawiło się w przerwie.
Brak nie zawsze mówi:
Potrzebujesz kolejnego osiągnięcia.
Może mówić:
To, co dotąd nadawało kierunek, już go nie nadaje.
Może również ujawniać, że pod widocznym celem znajdowało się inne pragnienie, którego człowiek nie umiał wcześniej nazwać.
Na przykład ktoś przez lata dążył do niezależności finansowej.
Być może pieniądze były ważne, ale nie były jedynym pragnieniem.
Ktoś inny zabiegał o uznanie. Kiedy je otrzymał, zauważył, że nadal nie czuje bliskości z ludźmi.
Być może sukces odpowiedział na pragnienie widoczności, lecz nie na pragnienie relacji.
Brak, który pozostaje, nie musi unieważniać sukcesu. Może precyzyjniej pokazywać, czego sukces nie mógł zapewnić.
Nie każdy kolejny cel jest odpowiedzią
Po sukcesie otoczenie często zachęca do następnego kroku.
Skoro firma działa, trzeba ją powiększyć.
Taki rozwój może mieć sens.
Nie jest jednak obowiązkiem.
Kolejny cel warto odróżnić od automatycznego przedłużania dotychczasowego ruchu.
Człowiek może iść dalej, ponieważ naprawdę widzi następny kierunek.
Może też iść dalej, ponieważ boi się zatrzymać i sprawdzić, czy nadal chce uczestniczyć w tej samej grze.
Z zewnątrz oba przypadki wyglądają podobnie. W obu osoba jest aktywna i ambitna.
Wewnętrzna różnica jest zasadnicza.
W pierwszym przypadku kolejny cel wynika z rozpoznanego zainteresowania albo wartości.
W drugim ma zagłuszyć brak, którego człowiek nie chce poczuć.
Pustka po osiągnięciu może mieć kilka źródeł
Nie każda pustka po sukcesie oznacza to samo.
Cel był ważny, ale jego rola się skończyła
Człowiek osiągnął to, czego potrzebował. Teraz nie ma jeszcze kolejnej odpowiedzi. Pustka jest przestrzenią po zakończonym etapie.
Cel spełnił jedno oczekiwanie, ale nie spełnił pozostałych
Awans dał większe zarobki, lecz nie dał poczucia znaczenia. Przeprowadzka poprawiła warunki, lecz nie usunęła samotności.
Droga do celu kosztowała więcej, niż człowiek wcześniej zauważał
Po osiągnięciu może zobaczyć zaniedbane relacje, zdrowie, zainteresowania albo potrzebę odpoczynku.
Człowiek był przywiązany bardziej do dążenia niż do rezultatu
Ruch, rywalizacja i pokonywanie trudności dawały mu poczucie intensywności. Stan osiągnięcia okazuje się zbyt spokojny.
Cel został wybrany głównie po to, by spełnić cudze oczekiwania
Sukces jest widoczny i uznany, ale człowiek nie czuje, że osiągnął coś, czego naprawdę chciał.
Te możliwości nie wykluczają się. W jednej sytuacji może działać kilka z nich.
Dlatego zdanie:
Sukces mnie nie uszczęśliwił,
jest zbyt ogólne, aby stało się podstawą decyzji.
Najpierw trzeba zapytać:
Czego konkretnie oczekiwałem od tego sukcesu?
Historia celu i historia pragnienia
Wyobraźmy sobie człowieka, który przez dwanaście lat rozwijał własną firmę.
Na początku chciał przede wszystkim niezależności.
Firma się rozwijała.
Po latach osiągnął poziom, który wcześniej uważał za sukces.
Miał firmę, klientów, rozpoznawalność i większe dochody.
Jednocześnie jego codzienność była jeszcze silniej podporządkowana zobowiązaniom niż wtedy, gdy pracował dla kogoś.
Mógł dojść do wniosku:
Całe to przedsięwzięcie było pomyłką.
Ale dokładniejsze spojrzenie pokazuje coś innego.
Cel został osiągnięty: zbudował własną firmę.
Pragnienie znajdujące się pod celem — większa swoboda i wpływ na własne życie — nie zostało jednak zrealizowane w sposób, którego oczekiwał.
To rozróżnienie zmienia pytanie.
Nie musi ono brzmieć:
Czy powinienem wszystko zamknąć?
Może brzmieć:
Co w sposobie prowadzenia firmy ponownie odebrało mi swobodę, dla której ją stworzyłem?
Być może odpowiedzią będzie zamknięcie firmy.
Być może zmiana jej skali, podziału odpowiedzialności albo rodzaju wykonywanej pracy.
Na tym etapie nie wiadomo.
Wiadomo jednak, że problem nie polega wyłącznie na braku wdzięczności za sukces.
Nie trzeba natychmiast wiedzieć, czego chce się dalej
Po osiągnięciu celu człowiek często wywiera na siebie presję:
Powinienem już mieć nowy plan.
Brak planu bywa traktowany jak słabość. Zwłaszcza jeśli dotychczasowa droga opierała się na konsekwencji, ambicji i sprawnym podejmowaniu decyzji.
Tymczasem nowe cele wybrane wyłącznie po to, by usunąć niepewność, często powtarzają stary mechanizm.
Człowiek nie zdążył jeszcze zrozumieć, czego nauczył się o sobie, czego nie chce kontynuować i jakie pragnienie nie zostało nazwane.
Nie każda przerwa jest stratą czasu.
Czasem trzeba przez chwilę pozostać bez kolejnego wielkiego celu, aby zobaczyć różnicę między:
- tym, co nadal jest ważne;
- tym, co stało się wyłącznie przyzwyczajeniem;
- tym, czego oczekiwaliśmy od sukcesu;
- tym, co sukces rzeczywiście przyniósł;
- tym, czego nadal brakuje.
Dopiero wtedy brak przestaje być jedną ciemną pustką.
Zaczyna dostarczać bardziej precyzyjnej informacji.
Ćwiczenie: czego naprawdę oczekiwałem?
Wybierz jeden ważny cel, który już osiągnąłeś albo do którego jesteś bardzo blisko.
Podziel kartkę na cztery części.
1. Co konkretnie chciałem osiągnąć?
Zapisz rezultat bez interpretacji:
- stanowisko;
- określone zarobki;
- ukończenie projektu;
- własne mieszkanie;
- dyplom;
- stabilność;
- uznanie.
2. Co miało się zmienić dzięki temu osiągnięciu?
Zapisz wszystkie oczekiwania, również te mniej oczywiste:
- będę spokojniejszy;
- poczuję się wartościowy;
- ludzie zaczną mnie szanować;
- nie będę się już bać;
- będę miał więcej czasu;
- poczuję, że moje życie ma kierunek.
3. Co rzeczywiście się zmieniło?
Oddziel konkretne rezultaty od rozczarowania. Zobacz, co sukces faktycznie przyniósł.
4. Czego nadal brakuje?
Nie wpisuj od razu nowego celu.
Spróbuj nazwać jakość albo doświadczenie:
- wpływu;
- bliskości;
- odpoczynku;
- samodzielności;
- ciekawości;
- własnego udziału;
- poczucia, że to, co robię, pozostaje ze mną w związku.
Na końcu zadaj sobie pytanie:
Czy oczekiwałem od jednego celu, że odpowie na kilka różnych braków?
Nie chodzi o to, aby odebrać osiągnięciu wartość.
Chodzi o to, aby przestać żądać od niego odpowiedzi, której nie mogło udzielić.
Sukces może zakończyć ważną drogę. Może poprawić życie, dać możliwości i potwierdzić skuteczność wysiłku.
Nie musi jednak zakończyć wszystkich pytań.
Czasem dopiero po osiągnięciu celu człowiek po raz pierwszy wyraźnie widzi, że cel i kierunek nie są tym samym.
Cel można osiągnąć.
Kierunek trzeba nadal rozpoznawać.